piątek, 4 kwietnia 2014

I

Ciemna noc odznaczała się tak samo ciemnymi myślami. Sytuacji wcale nie ułatwiała mi moja lokalizacja. Na pierwszy rzut oka, opustoszałe uliczki, lecz kryły one w sobie prawdę, którą znali nieliczni wybrańcy. Nie byłam jedną z nich, nie byłam tam potrzebna. Spytacie więc pewnie, po co tamtędy chodziłam? Mieszkałam bardzo daleko od szkoły czy pracy i, by dotrzeć do domu przed 17, musiałam używać tych skrótów. Oczywiście nikt nie wiedział, że tędy chodzę, nikomu nie mogłam powiedzieć, bo już wcześniej zabraniali mi tędy chodzić. Ojciec bardzo martwił się o mnie. Każdego dnia tłumaczył mi, że muszę zmienić college i pracę, by nie musieć martwić się o swoje życie i zdrowie. Matka miała mnie głęboko w dupie, nic ją nie obchodziłam. Nigdy nie przedstawiała mnie jako jej córkę.
Postanowiłam szybko przejść przez jedną z tych najbardziej cuchnących uliczek, na której nocują bezdomni i uzależnieni od różnych innych używek. Na początku dawałam im pieniądze jak to oni mówili - na ciepły posiłek, jednak gdy po południu widziałam ich ledwie trzymających się na nogach, doszłam do wniosku, że nie mogę marnować mojej ciężko zarobionej pensji na wódkę czy narkotyki dla innego człowieka. Szłam w szybkim tempie do następnej przecznicy z zatkanym nosem, bo nie mogłam przyzwyczaić się do tego stęchłego zapachu. Często zastanawiałam się, czy to nie przeszkadza ludziom, którzy tu przebywali, czy może po prostu już się do tego przyzwyczaili. Jednak w większości przypadków powód zamieszkiwania w takim miejscu był zupełnie inny. Policja nie często tu przychodziła. Byli spokojni o swoje nielegalnie przebywanie w kraju czy nawet swoją bezdomność. Wielu z nich przebywało w schroniskach dla bezdomnych i nie są to miłe przeżycia, nie chcą tam wracać.
Myśląc o typowych dla tego miejsca sytuacjach zobaczyłam w oddali mężczyznę wychodzącego z któregoś z mieszkań, ubranego całkiem na czarno. Pewnie myślicie, że się przeraziłam? Nie, tu każdy chodzi tak ubrany, by nie rzucać się w oczy. Gdy podeszłam bliżej, zauważyłam, że wygląda  na nie więcej niż 22 lata. Miał śniadą cerę i ciemne oczy. Tym, dzięki czemu zwróciłam na niego uwagę były włosy. Włosy ciemne jak węgiel i postawione do góry na żel. Jednak jego oczy... Już dawno nie widziałam tak zimnego spojrzenia, nie wyrażającego złości ani ciepła. Tylko obojętność. Patrzył na mnie krótko, po czym skręcił w którąś z uliczek. Ja szłam tak dalej marząc, by nie spotkać już żadnego z ludzi przebywających w takim otoczeniu.
Po przejściu około 2/3 trasy, usłyszałam dziwny dźwięk. Zatrzymałam się przez ciekawość, choć wiem, że nie powinnam... Zobaczyłam dwóch mężczyzn. Jeden trzymał broń w dłoni i celował w tego drugiego. Automatycznie zrozumiałam, że muszę uciekać. Byłam już tylko kilka kroków od sąsiedniej uliczki, lecz oczywiście musiałam się potknąć o starą puszkę po piwie. Przy tym wszystkim narobiłam tak wielkiego hałasu, że pewnie nawet zmarły by się obudził. Ja zawsze się w coś wkopuję. Wiele razy miałam niemałe problemy przez moją koordynację. Chciałam wstać, lecz nagle zobaczyłam twarz tego faceta z bronią.
- Proszę, proszę... Kogo my tu mamy? - zapytał, po czym zaśmiał się sarkastycznie. O Boże...

"I stare at my reflection in the mirror
Why am I doing this to myself?
Losing my mind on a tiny error
I nearly left the real me on the shelf
no..."
 ~Jessy J "Who You Are"
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej wam, ludzie! :3 
Sorry, że długo nie dodawałam, ale napisałam wcześniej, że wena przychodzi w nieokreślonych odstępach czasu. Tamten rozdział, który napisałam wcześniej nie spodobał mi się,  gdy go znów przeczytałam. Postanowiłam napisać nowy, ale wena się wyprowadziła... Na szczęście (albo nie) wróciła do mnie :* Tylko, że rozdział krótki :/
Pozdr, Nancy ^^
P.S. Proszę, komentujcie. Dodaję nowy. Nwm kiedy next ;)

1 komentarz: