Trzeci rozdział
*rozdział pisany w narracji trzecioosobowej*
Nastał kolejny, piękny dzień. Słońce uśmiechało się leniwie, a promienie słoneczne, przedostające się przez żaluzje, muskały delikatnie gołe stopy wystające spod pościeli. Zaczynał się cudowny poranek, lecz nie dla Layly. Wiedziała, że będzie to tylko następny zły dzień, w którym będzie musiała zmierzyć się z problemami, które ciągle czyhały, aby się na nią rzucić, gdy tylko powróci z krainy Morfeusza. Obawiała się każdego dnia, każdej godziny i minuty. Nienawidziła dni, za to kochała noce. To właśnie o tej porze jej umysł mógł się zrelaksować, odpocząć, lecz czy aby na pewno? Do Lay, tak jak do większości ludzi przychodziły dziwne myśli przed snem. Jednak noc to nie tylko etap zasypiania, lecz także sen. Tak, to była jej ucieczka. Tak samo jak muzyka - to była jej miłość odkąd pamięta.
Ta chwila, tak samo jak wiele innych, nie mogła trwać wiecznie. Przeraźliwy dźwięk budzika zabrzmiał w uszach nastolatki. Obudziła się obojętna, nie chciała pamiętać wydarzeń z poprzedniej nocy, nie chciała czuć na sobie jego dotyku, słyszeć jego głosu, widzieć jego brudnego uśmiechu. Powoli wysunęła się z pod pościeli, uważając, by nie uderzyć się w swoje już i tak posiniaczone ciało. Na próżno. Jej nogi zaplątały się w połach pościeli i runęła na ziemię wywołując głośny huk. Matka szykowała się w sąsiednim pokoju, więc na pewno usłyszała. Ale skoro słyszała, to czemu nie przyszła spytać się chociażby "co się stało"? Po prostu mieli ją głęboko w dupie. Nie obchodziła ją jej córka, która czasem naprawdę potrzebowała uwagi. Dziewczyna często słyszała jak jej koleżanki z klasy narzekały na zbytnią uwagę ze strony rodziców. A ona? Oddałaby wszystko za dzień spędzony z matką bez obojętności i pytań, na które każda odpowiedź, bez względu na to czy była pozytywna czy negatywna, była usuwana z umysłu matki.
Upadła, upadła kolejny raz. To boli. Boli, lecz nie tak bardzo jak miliony pojedynczych igieł wbijanych prosto w serce. Nie płakała, ani przez bolącą nogę, ani przez swoją sytuację rodzinną. Nie miała na to siły.
Znalazła ubrania, w które miała zamiar ubrać się do szkoły, lecz teraz znów mała niespodzianka. Musiała je uprasować, bo jej "matka" prasowała tylko swoje i Emily (siostry). Poszła szybko do łazienki. Chciała zmyć z siebie jego zapach, zapach, którego już nigdy nie chciała czuć. Nie chcąc spóźnić się na zajęcia, wzięła odświeżający prysznic, umyła zęby, wysuszyła włosy, ubrała się i umalowała, jednak przed wyjściem umieściła na swoich ustach sztuczny uśmiech, który był idealnie wyćwiczony, tak, by siostra nie dokuczała jej, że ciągle tylko chodzi smutna. Zeszła do salonu. Było tam strasznie cicho. Przecież wczoraj matka obiecała ją zawieźć do szkoły. Kurde, znowu zapomniała. Nagle jej wzrok padł na kartkę leżącą na stole przy jej miejscu. Miała nadzieję, że rodzicielka napisała w nim, że niestety nie może jej zawieźć ze względu na ważne spotkania zwołane w ostatniej chwili. Znowu się przeliczyła - to ojciec zostawił jej wiadomość. Zawsze mogła na niego liczyć. To on ją pocieszał, gdy dowiedział się o szantażu czy kolejnej trudnej sytuacji niemożliwej do przejścia bez pomocy. To jemu ufała. To w nim miała przyjaciela. Teraz też jako jedyny w rodzinie pomyślał, że nie będzie miała nic do jedzenia jak pójdzie do szkoły. Zostawił jej pieniądze, by mogła sobie coś kupić, podczas gdy jej siostra będzie jadła lunch z matką w jej firmie. To wszystko jest tak bardzo bolesne.
Spojrzała na zegarek i przeraziła się. 7.50! W jaki sposób mogłaby dotrzeć do szkoły bez spóźnienia. Emily na pewno zawiozła matka, choć ta mogłaby iść powolnym tempem przez 7 minut, bo mieszkaliśmy na tej samej ulicy, na której znajdował się uniwersytet siostry. Lecz czyżby matka znowu zapomniała, że ma też drugą córkę? Która także wymaga choć odrobiną uwagi? No trudno, pojedzie rowerem i może jakimś cudem zdąży przed dzwonkiem. Musi.
Dotarła do szkoły 2 minuty przed dzwonkiem. W szkole przywitały ją jej "przyjaciółki".
- Hej, kochana. Boże, czemu się spóźniłaś? Znowu matka o tobie zapomniała? Jejciu jak ja ci współczuję. - powiedziała Viki z (udawaną) troską.
Layla odpowiedziała krótkim "cześć" i skierowała się w stronę szatni, lecz w drodze usłyszała słowa dziewczyny, z którą się przywitała: "No, wiadomo. Do takiej szmaty to nawet własna matka nie chce się przyznać" . Po chwili usłyszała śmiech przyjaciółek i dźwięk przybijania sobie "piątki". Czyżby miał to być kolejny taki sam dzień z tymi 'przyjaciółeczkami'? Jeszcze nie było dzwonka symbolizującego rozpoczęcia lekcji, a ona już miała ochotę uciec ze szkoły czy choćby rozpłynąć się w powietrzu... Zapaść pod ziemię.
"Look at all the hate they keep on showing
I don;t want to see that.
Look at all the stones they keep on throwing
I don't want to feel that.
Like sun that will keep on burning
I used to be so discerning"
~James Arthur - "Rocovery"
------------------------------------
Hej wam :3
Dzisiaj może trochę nudno, ale mam już plany na next'a...
No i jeszcze przeprosiny za to, że dość długo nie dodawałam, ale nie miałam czasu...
Lecz jest też inny problem... Nie wiem po co mam to dalej pisać, skoro nikt tego nie komentuje... Ja naprawdę staram się pisać dobrze, ale nawet jeśli napiszecie co jest źle - postaram się to zmienić... Więc proszę o komentarze, bo nie wiem czy mam go dalej pisać :/
Nancy...
P.S. Wesołych świąt, mokrego dyngusa i czego tam jeszcze sb chcecie ;P
Jego oczy - takie ciemne... Jego usta - takie piękne... Jego dusza - taka zagmatwana... Sprawił, że zapragnęła więcej, chciała poznać jego życie, które nie należało do najbezpieczniejszych. Świat ten nie przeznaczony dla zwykłych ludzi, zaprasza w swoje kręgi zabójców, dilerów... Bradford kryje swoje tajemnice... Tajemnice, których nikt nie może poznać, lecz Effy zawsze robi to, czego nie powinna. Zobaczy oczy... Oczy, które zabijają.
Mmmm, faktycznie ma pecha. A co do mamy, myślę, że gdyby z nią porozmawiała i powiedziała jak się czuje, to można by coś z tym zrobić i poprawić stosunki. Rozmowa zawsze pomaga, wiem co mówię ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
JB