środa, 23 kwietnia 2014

IV

*PRZECZYTAJ NOTKĘ POD ROZDZIAŁEM, BO OD TEGO ZALEŻY DALSZY LOS TEGO BLOGA*
Gdy weszłam do domu, czułam się, jakbym nie była u siebie. Nic nie było tak, jak chciałabym, żeby było. Z przerażeniem patrzyłam na to wszystko. Wydawało się takie obce, takie smutne, takie niepotrzebne... Zupełnie tak jak ja... Z moich przemyśleń wynikają jakieś plusy - teraz wiem, że jestem u siebie. Czułam się obco i niepotrzebnie, ech, czyli tak jak zawsze... Jednak było coś innego, tak jakbym czuła się jeszcze gorzej, choć nie wiem czy jest to możliwe. 
Stałam w przedpokoju i nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Miałam ochotę krzyczeć... Nie mogę krzyczeć. Miałam ochotę wyjść i nigdy nie wrócić... Nie mogę nigdzie iść. Miałam ochotę płakać... Nie mogę płakać. Miałam ochotę zadzwonić do kogoś... Tylko niby do kogo? Mam kogoś, do kogo mogę zadzwonić? Co ja mam robić?! Moje życie jest nic nie warte. Przez cały czas wyśmiewana, poniżana, nieuznawana. Nie mogłam stać, nie mogłam leżeć. Nie mogłam patrzeć, nie mogłam zamknąć oczu. Co jest ze mną nie tak?

"Myślisz, że jesteś fajna? Że wiesz wszystko najlepiej? Popatrz na siebie - nawet twoja matka nie chce Cię znać. Powinnaś umrzeć! xx. 
 J."

Nie, proszę, nie!!! Kilkakrotnie dzwoniący telefon przypomniał o swojej obecności. No, ale co można poradzić na kolejne wiadomości SMS, w których są napisane słowa, których nikt nigdy nie chciałby przeczytać...

"Zacznij myśleć o innych! Czy ty wiesz jak im jest trudno z myślą, że mają Cię w rodzinie? Nie uważasz, że pora to zmienić? xx.
J."

Podjęłam szybką decyzję. Nie myślałam, nie wiedziałam co robię i przede wszystkim co powinnam zrobić. Lecz wiedziałam, że coś muszę zrobić. Z uśmiechem na twarzy poszłam w stronę swojego pokoju i wzięłam wszystkie potrzebne mi rzeczy. Zaraz... Czy ja na pewno dobrze robię?! Przecież to ucieczka od problemu! - odezwał się głosik w mojej głowie, lecz zignorowałam go. Wchodząc do łazienki, mimowolnie spojrzałam się w lustro... Moje oczy jakby obce, nie należały do mnie. Wielokrotnie zastanawiałam się gdzie się podziały te ujmujące, szczęśliwe z dzieciństwa... Odeszły. Teraz ja też to zrobię. Nie ma nic, co przytrzymywałoby mnie przy życiu. Można nawet powiedzieć, że już nie potrafię chwilowo odróżniać uczuć. Chciałabym kochać, chciałabym lubić, nie chciałabym nienawidzić. Lecz tymczasem nic już we mnie nie ma... Nawet tej cholernej nienawiści do drugiej osoby, która uprzykrza mi życie.
Weszłam do wanny. Mojej wanny. W moim domu miałam dwa pokoje i łazienkę dla siebie na drugim piętrze. Obok nich znajdował się strych. Ale gdzie podziała się reszta pokoi dla rodziny? Ich pokoje znajdowały się na pierwszym piętrze, tak jakby chcieli się wynieść z mojej przestrzeni, z mojej krainy, do której aktualnie tylko ja mam wstęp. Zachowywali się tak, jakby chcieli odizolować się ode mnie... A może właśnie mnie o nich... Może ktoś patrzący na tę sytuację z boku powiedziałby, że jestem kolejną rozpieszczoną nastolatką, która wymyśla problemy, by być "cool". Nie, na pewno nie miałby racji.
W pewnym momencie zauważyłam, że po moich policzkach spływa jakaś substancja. To łzy. Nawet nie zauważyłam, kiedy zaczęłam płakać. Siedziałam tak w zimnej wannie, nie wydając z siebie żadnych dźwięków. Nie umiem nawet określić, czy to były łzy bezradności, czy może bólu i cierpienia... Nie wiem ile czasu spędziłam patrząc się w jeden punkt. Niby zwykłe zdjęcie szczęśliwego dziecka... W dzieciństwie, nawet na chwilę uśmiech nie schodził mi z twarzy, a teraz? Myślałam o tym, co powiedzą inny, gdy dowiedzą się o mnie. Co będą myśleć, co zrobią?
Koniec z tym. Wyjęłam z plecaka trzy opakowania tabletek psychotropowych. Tak, "chodziłam" do psychologa. Dlaczego? Moja "ukochana" babcia podczas mojej wizyty u niej na święta, zapisała mnie do swojej koleżanki, która bez żadnych badań przepisała mi leki. Nawet ze mną nie rozmawiała. Babcia wykupiła mi zasap leków na pół roku. Oszczędzałam je właśnie na tę uroczystą chwilę. 
Jedno opakowanie... Drugie... Trzecie... "Jesteś nic nie warta" - znów podpowiedział mi ten głos w mojej głowie. "Skończ z tym gównem" - dodał. Nalałam do szklanki pół butelki wódki i  wypiłam. Pierwszy łyk, drugi łyk... coraz bardziej płakałam nad swoim marnym losem. Nie mogłam już nic zrobić, nie mogłam niczego zmienić. Z każdą kroplą alkoholu powoli dochodziło do mnie to, co robię. Co zrobiłam ze swoim życiem. Przecież ja też miałam marzenia. Pamiętam, że zawsze dążyłam do tego, by się spełniały... Dlaczego tak bardzo się pomyliłam? Dlaczego skręciłam w taką alejkę na swojej drodze życiowej. Teraz nie pozostaje mi nic innego jak śmierć. To prawda co wszyscy mi mówią: jestem bezużyteczna.
Wypiłam jeszcze drugą szklankę. Po jakimś czasie zaczęłam odczuwać pewną ulgę. Nie czułam nic, nie myślałam o problemach, które zostawiam. Nie zastanawiałam się nad tym, co się ze mną stanie. Czy znajdą moje ciało jutro, za tydzień, czy dopiero wtedy, gdy zadzwonią ze szkoły informując moich rodziców o nieobecności. Tymczasem moja dusza będzie szczęśliwa gdzieś na górze. Będzie patrzyła na to wszystko, co dzieje się na dole. Ludzie myślą, że niebo jest na górze, a piekło na dole. Nic bardziej mylnego... Piekło jest tu, na ziemi. Nie na dole. Dodatkowo nie kieruje nim diabeł. Ludzie to diabły. Bezlitosne, krzywdzące istoty, które czekają na czyjąś krzywdę. Jak żyć na tym świecie?
Powoli zaczynałam odpływać. Ostatnimi siłami sięgnęłam po telefon, by zanotować datę i godzinę swojej śmierci w pamiętniku. Tak, to miał być mój ostatni wpis, nic więcej. Chciałam po prostu go skończyć, tak jak pisarze kończą swoje książki. Czasem nietypowo i moja historia też miała się tak skończyć. Prawdziwa historia. Starannie zapisane litery i liczby, a pod spodem podpis. Przed śmiercią miałam jeszcze tylko małe życzenie, a w zasadzie prośbę: niech ojciec nie zapomni o mnie, tylko na niego liczę, tylko o to proszę... 
Poczułam, że to już koniec. Koniec problemów, koniec zmartwień, koniec udawanego życia, koniec udawanego szczęścia... Czym było moje życie? Dlaczego się tak potoczyło? Ostatnie wydarzenia upewniły mnie w podjętej decyzji. Koniec!
W pewnym momencie zaczęłam słabnąć. Chwilami nic nie widziałam, chwilami widziałam aż za dużo. Tak, jakby ktoś chciał jeszcze raz odtworzyć najgorsze momenty z mojego życia. Przed ostatecznym końcem usłyszałam już tylko wybijanie szyby, a potem zobaczyłam pochylającego się nade mną ciemnowłosego chłopaka... Zaraz?! Co on tu robi?! Nie miałam jego odwiedzin w planach! Te oczy, gdzieś je już widziałam. Oczy, które niosą miłość...

"Sama - ciągle mam to w głowie
Sama - nie masz nic, jesteś nikim no więc
Sama - w swoich snach utoniesz
to koniec już...
Jakby ktoś zatrzymał świat chociaż ludzie wciąż mijają mnie
Małej cząstki ciebie szukam lecz już dla mnie czas zatrzymał się
Nie umiem, powiedz"
~Magda Femme - "Sama"
--------------------------------------------------
Hej :3
Po pierwsze: dziękuje Wam za tyle wyświetleń ;*
Po drugie: Cały czas proszę Was o komentarze, a nic nowego się nie pojawia. Ja staram się pisać ciekawie, wkładam w to swoje serce. Nie mam z tego nic, mogę jedynie otrzymać komentarze. Czytam blogi innych i jest mi naprawdę bardzo przykro, gdy widzę u nich chociaż kilka komentarzy, a u mnie... Przecież ja mogę zobaczyć ile osób czyta mojego bloga...
Pamiętam moją radość na pierwszy komentarz. Boże, cieszyłam się jak szalona, a jechałam wtedy samochodem, i wierzcie mi, że prowadzącemu się to nie podobało ;). Za każdym razem jak dostaję maila mam taką cichą nadzieję, że ktoś skomentował mojego bloga, a tu co? Gówno!
Po trzecie: Jeśli nadal będzie tak jak do tej pory, to nie wiem czy nadal będę pisać tego bloga :/
Nancy^^

4 komentarze:

  1. Super. Nie moge sie doczekac nastepnego :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Stara, rozwaliłaś mnie. To jest super!! Dopiero zaczęłam czytać, ale tak mi się spodobało, że jeżeli przestaniesz, jak Boga kocham, zamorduję Cię i skończysz jak ta dziewczyna w wannie, tylko, że ciebie nikt nie uratuje! Oczywiście to żart ;) ma nadzieję, że policja nie zapuka do mych drzwi w najbliższym czasie XD... ale nie kończ tego. Jest super. Tak trzymaj.

    Pozdrawiam i życzę długotrwałej weny ;*
    JB

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo fajny blog, czekam z niecierpliwością na następne wpisy ;))
    Pozdrawiam, P.

    OdpowiedzUsuń